Wspólnota Dobrej Nowiny

Świadectwa

Przed przyjazdem na rekolekcje mieliśmy pewne obawy, jak to będzie na takich rekolekcjach. Mimo, że wcześniej słyszeliśmy od innych, że jest to błogosławiony czas i że w trakcie niego nasze duchowe akumulatory się podładują, to wątpliwości nie mijały. Były to nasze pierwsze, wakacyjne rekolekcje, które miały trwać “aż” 7 dni ­ ktoś z zewnątrz pomyślałby: zwariowali. Teraz już możemy powiedzieć, że był to piękny, cudowny, błogosławiony czas, w którego trakcie Pan dotykał nasze poranione miejsca, wlewał Miłość, pokój i radość. Słowo Boże pracowało w nas i nadal pracuje. A Słowo otrzymane w trakcie agapy, w formie pamiątkowej pocztówki, jest niczym wypowiedziane przez Ojca, który doskonale zna swoje dziecko i jego potrzeby. Codzienna Eucharystia, wraz z przyjmowaniem Pana Jezusa pod dwoma postaciami, umacniała nas, otwierała na Jego łaskę, na przyjęcie Słowa, wyznaczała rytm dnia, była spotkaniem Odwiecznej Miłości ze swym stworzeniem. Spotkania (czy to w “szkole modlitwy” czy w grupach) i usłyszane cenne wskazówki pomagały i pomagają nam w rozwijaniu dialogu z Panem Bogiem. Przed wyjazdem mieliśmy poczucie wielkiego deficytu dialogu z naszym Ojcem. Niestety, w ferworze codziennej walki nasze “Namioty spotkania” były przegadywane i bez szansy na usłyszenie głosu Pana. Świadome przyjęcie Pana Jezusa jako swego Pana i Zbawiciela było kluczowym momentem tychże rekolekcji. Było ono poprzedzone sakramentem pokuty, w trakcie którego mogliśmy raz jeszcze oddać Panu nasze słabości i wypowiedzieć mu naszą nędzę, przyjąć jego Miłosierdzie. Cudowne wieczory uwielbienia, ze świadectwami, z piękną muzyką, w poczuciu głębokiej wspólnoty z Panem Jezusem dostępnym fizycznie dosłownie na wyciągnięcie ręki oraz z innymi braćmi/siostrami, to było coś co szczególnie nas dotykało. Z takich bardziej przyziemnych spraw: mimo, że plan dnia był dość intensywny, to nie zabrakło też czasu na: pogodne wieczory (zabawy integracyjne), grę w piłkę, możliwość wykąpania się w pobliskim jeziorze z “nadmorską” plażą, czy też na zwiedzanie samego Kluczborka i okolic (np. Jura­Parku w Krasiejowie). Za ten piękny czas i za to, co tak naprawdę jest początkiem (i nie skończyło się wraz z rekolekcjami) Chwała Panu!
Ela i Michał, rekolekcje letnie, Kluczbork 2016 

 

Czas rekolekcji był dla mnie w pewnym sensie duchowym odpocznieniem. Słowa, które padły, czas bez pośpiechu spędzony ze wspólnotą, modlitwy bez zbędnych myśli, całkowite skupienie się na Tym, Który jest dla mnie Najważniejszy. Konferencje były zabawne, ale i wprowadzające w moje życie pewną świeżość i inne spojrzenie na niektóre sprawy. Jednak najbardziej pomocna była mi modlitwa wstawiennicza, gdzie Pan Jezus „w końcu” poprawił, wyprostował, wyjaśnił mi mój sposób myślenia w pewnej kwestii, teraz żyje mi się lepiej. Niestety dość późno zabrałam się za pisanie świadectwa i tylko to utkwiło w mej pamięci. Za ten czas, za tych ludzi, za łaskę bycia z Nim dłużej niż na co dzień, Chwała Panu!
Agnieszka 

 

Przyłączyliśmy się do wspólnoty Dobrej Nowiny po przeżyciu Seminarium Odnowy Wiary. Nasz wspólnotowy staż nie jest na razie imponujący, bo wynosi ok. pół roku J Jednak z perspektywy czasu możemy powiedzieć, że była to bardzo dobra decyzja (jeśli nie jedna z najlepszych w naszym życiu).
Można powiedzieć, ze jesteśmy „świeżakami”, jeśli chodzi wspólnotowość przeżywaną w łączności z Panem Bogiem. Nigdy nie należeliśmy do Ruchu Światło-Życie, ani podobnych formacji (wielu z naszych braci/sióstr ma solidny, duchowy „background” J). Mimo to, a przede wszystkim właśnie dzięki Panu Bogu, który miał dla nas właśnie taki plan, udało nam się odnaleźć w grupie. Nasze życie nabrało głębi.
Trwanie we wspólnocie mobilizuje nas do tego by trwać przy Panu, być wiernym codziennemu „Namiotowi spotkania”, by pracować nad sobą i swoimi słabościami/przywarami.
Przeżywane wspólnie różne wydarzenia (rekolekcje, czuwania) pogłębiają nasza relację z Panem Bogiem, dostarczają wiele radości, pokoju i umacniają nas w codzienności (gdy przychodzi zniechęcenie, rutyna, ciągły wyścig z czasem).
Często, jak to jest w relacjach między ludźmi, zawodzimy albo inni nas zawodzą, tracimy kompletnie zaufanie do drugiego człowieka, zamykamy się na innych. Dzięki wspólnocie nasze relacje międzyludzkie uzdrawiają się – jesteśmy bardziej otwarci na innych. Oczywiście jesteśmy tylko ludźmi i zawsze możemy się potknąć, kogoś zranić, zostać zranionym – ale z Panem przeżywanie różnych, czasem trudnych doświadczeń przychodzi łatwiej, On daje nam siłę na każdy dzień.
Chwała Panu!
Ela i Michał 

 

Przez udział w Seminarium Odnowy Wiary nasze relacje z Panem Bogiem odnowiły się orazpogłębiły. Mocniej uświadomiliśmy sobie obecność Ducha Świętego w naszym życiu i jak bardzo go potrzebujemy. Teraz częściej Go prosimy, aby do nas przychodził. Czujemy, że praktykowanie „Namiotu spotkania” również zbliża nas do Pana Boga. Choć jest to wymagająca  praktyka (nie zawsze łatwo jest wygospodarować czas – i to taki czas, w którym się już prawie nie zasypia), to staramy się pozostać jej wierni. Zwieńczeniem czasu seminarium była modlitwa uwielbienia i wylanie Ducha Świętego. Był to dla nas bardzo piękny i poruszający moment. Już teraz czujemy, że bardzo owocny. Wierzymy, że udzielone nam wtedy łaski, jak i usłyszane słowo, będą dalej w nas pracowały i pozwalały na pogłębianie relacji z Panem Bogiem.
Na początku było wiele wątpliwości, jaką drogą pójść aby to co otrzymaliśmy na SOW nie zostało zmarnowane. Decyzja o przyłączeniu do wspólnoty była/jest dla nas pewnego rodzaju podróżą w nieznane. To co się teraz dzieje w naszym życiu, chcemy z ufnością oddać Panu.
Ela i Michał 

 

Ten rok formacyjny obfituje w naszym życiu w bardzo wiele różnych sytuacji. Dziś tak sobie myślę, że Bóg przez cały ten rok przygotowywał mnie na to wszystko co ma w moim życiu nastąpić... Rozpoczął się On dla mnie niesamowitym przeżyciem na SOW, kiedy naprawdę doświadczyłam Bożej obecności i miłości. Były to dni wiernego trwania przy Bogu w namiocie spotkania. W naszym życiu po 2 dwóch latach starań o dziecko był to też moment bezsilności, która bardzo mnie przytłaczała. Podczas SOW zawierzyłam swoje życiu Bogu - oddałam Mu nasze starania o dziecko prosząc aby zrobił z naszym pragnieniem co chce a nam dał jakiś znak co mamy robić. W drodze na modlitwę wstawienniczą na koniec SOW dowiedziałam się, źe jestem w ciąży - to było najpiękniejsze zakończenie tego danego mi przez Boga czasu. Przez najbliższe 4 miesiące byliśmy bardzo szczęśliwi, planując wspólne źycie w czwórkę :-)

Kolejny ważny moment to rekolekcje w Rycerce. Dni przed wyjazdem były w moim życiu przepełnione lękiem: był to lęk dotyczący pracy mojej i męża; lęk przed tym czy będziemy potrafili dobrze wychować nasze dzieci i zapewnić im dobre życie; był to też lęk przed śmiercią... Po przyjeździe na rekolekcje Bóg słowami Marka odrazu wkroczył w te moje lęki. Usłyszałam słowa: "Bóg zawarł z Tobą przymierze i w związku z tym zatroszczy się o Ciebie. Musisz tylko zaufać jak Mojżesz i zrobić pierwszy krok". Następne słowa, które trafiły do mojego serca brzmiały: "To Bóg wkłada w nasze serca marzenia" oraz to że powinnyśmy kierować naszym życiem a nie bezmyślnie się mu poddawać. I na modlitwie wstawienniczej prosiłam Boga o to, aby dał mi rozeznać jak powinnam zmienić w swoje życie zawodowe i rodzinne żeby nabrało ono głębszego sensu. Wyjeżdżałam z rekolekcji z pokojem w sercu i głęboką ufnością, że Bóg zawarł przymierze właśnie ze mną i zawsze jest blisko mnie i troszczy się o mnie. Wtedy jeszcze nie wiedziałam jak szybko moje zaufanie zostanie wystawione na cięzka próbę....
Niecałe 2 tygodnie po rekolekcjach Bóg jak Piotra zapytał mnie 3 razy czy Go miłuje... 
Najpierw usłyszeliśmy od lekarzy, że podejrzewają u naszego dziecka rozszczep kręgosłupa. Potem na usg w szpitalu lekarz potwierdził tę wadę tłumacząc jednocześnie, że nasze dziecko napewno będzie w jakimś stopniu niepełnosprawne. Wtedy nie wiedzieliśmy jeszcze co z nerkami ponieważ jedna była chora a drugiej lekarze nie mogli zaobserwować podczas usg. Podczas tych wszystkich dni Bóg cały czas zapewniał mnie o swojej bliskości - był to czas świąt Wielkanocnych, podczas których Zmartwychwstały Chrystus był cały czas blisko mnie a ja przez udział we wszystkich uroczystościach byłam naprawdę spokojniejsza. Będąc w szpitalu codziennie przychodził do nas ksiądz z Komunią Św. Cały czas czułam też moc Waszej modlitwy. I w końcu 4.04 Bóg po raz trzeci zadaje nam pytanie: "Czy mnie miłujesz?" kiedy od lekarza słyszę słowa, że ja praktycznie nie mam już wód a nasz Maluszek ma przepuklinę oponowo-rdzeniową kręgosłupa, wodogłowie, wady kończyn dolnych, lewa nerka jest z torbielami a prawej nerki nie ma. Lekarz mówi, że jest to zespół wad letalnych, które doprowadzą do śmierci naszego Maluszka.... A kiedy zapłakana wracam na oddział, do sali sali wchodzi ksiądz z Komunią Św... Bóg po raz kolejny pokazuje że jest przy mnie.
Te wszystkie wydarzenia bardzo nas przytłoczyły - my tylko tak bardzo pragnęliśmy ponownie zostać rodzicami a tymczasem radosne oczekiwanie na poród przerodziło się dla nas w strach i brak nadziei której lekarze nam nie dają. Dla nas poród ma oznaczać powrót do pustego domu... To bardzo trudny czas, przepełniony płaczem i zadawaniem pytań: dlaczego właśnie my?....
Z czasem dzięki pomocy ludzi z hospicjum perinatalnego w Katowicach do którego trafiliśmy i dzięki modlitwie wielu ludzi do naszych serc wraca spokój. Bóg w codziennych czytaniach ciągle jest blisko i zapewnia o swojej miłości. A ja cały czas ufam Bogu i zawierzam Mu wszystko co się teraz dzieje. Pomimo, że jest bardzo ciężko to Wierzę, że wszystko dzieje się z jakiegoś powodu i Bóg ma plan na nasze życie a my być może za parę lat zrozumiemy sens tego wszystkiego.... Dzięki hospicjum spotykamy wielu specjalistów, którzy mają dla nas czas i wszystko cierpliwie tłumaczą - byliśmy na konsultacjach z neurochirurgiem, nefrologiem, jeździmy też do psychologa. Dzięki pomocy wszystkich ludzi i modlitwie w naszej intencji mamy siłę do codziennej walki i przetrwania tego trudnego czasu. Dzięki Eucharystii i słowu Bożemu mam siłę, żeby pomimo choroby naszego Maluszka cieszyć się ciążą i normalnie funkcjonować. Pomimo, że jest to bardzo trudne doświadczenie i tak dziękuję Bogu, że dał nam tego Maluszka "choć na trochę", że mogę czuć Jego kopniaki i że trwamy w tym wszystkim razem....
 Teraz z każdym dniem zbliżającym nas do cesarki, którą lekarka planuje na koniec czerwca znowu jest mi coraz trudniej bo pomimo tego, ze ufam to po ludzku bardzo się boję jak to będzie i jak sobie poradzimy z tym wszystkim co nas czeka... Dlatego w dalszym ciagu bardzo Was prosze o dalszą modlitwę w naszej intencji.
 
A za to, że Bóg jest stale obecny w naszym życiu i działa w Nim przez rożne wydarzenia oraz ludzi, których stawia na naszej drodze - CHWAŁA PANU!

Marta

 

 

Tak naprawdę nasze największe ziemskie marzenia spełniły się. Mieszkamy w pięknym miejscu, gdzie widok gór zapiera dech w piersiach. Obok nas biegają dzieciaki-nasze światło, radość i nadzieja. Możemy w letnie poranki jeść śniadanko na tarasie i podziwiać piękno Stworzenia Bożego. Czujemy obecność Boga w naszym życiu, tylko czasami zadajemy sobie pytanie: Czy na to wszystko zasłużyliśmy? Dobrze, że Pan Bóg momentami zsyła nam cierpienie, bo bez tego nie zauważylibyśmy piękna codzienności. Jego mądrość jest nieopisana!!!

Bycie we wspólnocie daje nam poczucie bezpieczeństwa duchowego. Czujemy Wasze wsparcie i troskę. Wspólnota motywuje nas do pracy nad sobą, momentami zawstydza, ale to tylko dlatego, byśmy mogli zweryfikować negatywne postępowanie, by stanąć w prawdzie przed Panem Bogiem. Cieszymy się, że Pan Bóg postawił na naszej drodze tylu wyjątkowych i kolorowych ludzi, by pokazać nam, że warto starać się, być dobrym, kochać. Największe marzenie Żubrów-  zbawienia dla naszej rodziny,zbawienia dla Was, by stanąć twarzą w twarz z Naszym Ojcem. 

Agnieszka i Marcin

 

Świadectwa z rekolekcji w Zakopanym:

Rekolekcje były dla mnie czasem zanurzenia się na nowo w modlitwie do Boga. Dzięki konferencją, świadectwu uświadomiłam sobie, że moja modlitwa nie jest taka jak być powinna. Wiele jej brakuje, a każda modlitwa dała mi możliwość spotkania się z kochającym Bogiem, który Jest Miłością i Jest Blisko. Zapaliło się we mnie pragnienie bycia nie tylko zbawionym, jako "wierny", ale również bycia blisko Boga jako Jego uczeń, a może i apostoł... Treści rekolekcji ciągle we mnie pracują, wierze, że Bóg na nowo pragnie przyciągnąć mnie do siebie a jako człowiek grzeszny ciągle potrzebuję Jego wsparcia i modlitwy innych.

Chwała Panu
Asia


Witajcie,
Chciałem się z Wami podzielić moim doświadczeniem drugiego nawrócenia, które dokonało się dzięki Waszej wspólnocie. Pomimo że od ponad 2 lat należę do wspólnoty Cyryl i Metody nie doświadczyłem otwarcia się na miłość Boga. Mam wrażeniem, że byłem jak faryzeusze, czyli starałem się wypełniać prawo, przestrzegać przykazań i posługiwać jako ewangelizator, ale moje serce było zamknięte. Robiłem to jakoby z zasady, bo tak trzeba. Jednak po spotkaniu was Słowo Boże zaczęło we mnie pracować i przemieniać mnie. Otwarliście mi oczy że Pismo Święte trzeba zgłębiać i to najlepiej wspólnie z innymi osobami, bo wówczas Duch Święty ma większe pole do popisu, nie jest ograniczony naszymi wewnętrznymi lękami i zniewoleniami. Dziękuje Wam za to doświadczenie, które swój punkt kulminacyjny miało podczas rekolekcji w Zakopanem, gdzie pomimo trudności z dzieckiem, mogłem przeżyć cos niesamowitego, nie sam, ale wspólnie z żona, a Bóg jeszcze bardziej otworzył moje serce i pokazał, że wystarczy Kochać a cala reszta jest daną nam obietnicą. "Ef 2, 8-9: Łaską bowiem jesteście zbawieni przez wiarę. A to pochodzi nie od was, lecz jest darem Boga: nie z uczynków, aby się nikt nie chlubił." Teraz wiem, że każdego dnia chcę na nowo umierać dla Jezusa, aby On mógł się we mnie rodzic, bo On jest owocem drzewa życia, danym nam przez miłosiernego Ojca, dla wykupienia z niewoli szatana.

Łaska naszego Pana Jezusa Chrystusa niech będzie z wami wszystkimi!

Piotr


Te słowa Szymona Piotra skierowane do Pana Jezusa " Mistrzu, dobrze że tu jesteśmy" odkryte na namiocie spotkania, brzmią stale w moich uszach. Mimo wielu oporów, obaw, lenistwa, ale głównie okopania się na pozycji, w której jestem i niechęci do pójścia naprzód bardzo się cieszę że jestem we Wspólnocie. Dziękuję Panu za czas rekolekcji i za Was, że mogę na nowo zbliżać się do Boga.  Dziękuję mojej żonie za wsparcie i że nie odpuszcza. Chwała Panu
Bartek

Moje przemyślenia po rekolekcjach w Zakopanem dotyczą czasu poświęconego na wspólna modlitwę. Jak sobie kiedyś tak myślałam,że gdyby trzeba było częściej spotykać się na wspólnej modlitwie  - to w zasadzie już wówczas ( nie wiedzą jeszcze czy i kiedy miało by to być) nie  miałam na to czasu. Słuchając Moniki i Aleksandra, wiele rzeczy zapamiętałam, również i to o dobrym wykorzystaniu czasu tzn. dobrej organizacji czasu i powierzanie go dla spraw Bożych. Moje myślenie w tym temacie w ciągu minionego tygodnia zmieniło się i teraz nie mam wątpliwości lub obaw - czy znajdę czas na cotygodniową wspólnotową modlitwę -  jestem pewna, że Pan Bóg wszystko pozałatwia i poustala,  a ja będę w Nim się umacniała razem w moją Wspólnotą.

Chwała Panu. Gosia J.

 

Błogosławiony czas... Czas przytulenia się do Jezusa, przytulenia do Jego serca, które jest pełne ogromnej miłości, pokoju i zrozumienia. Czas oddania Jezusowi wszystkich spraw, całego swojego życia. Zrozumiałam ile jeszcze pracy jest we mnie, ile jeszcze muszę zmienić, ile pracy przede mną żeby moja modlitwa stawała się coraz lepsza. Chciałabym poprawić swoje relacje z Bogiem. Chce pracować nad moją osobistą modlitwą, żeby nie było to odklepywanie tylko płynąca z serca modlitwa. Aby moja modlitwa pogłębiała się a nie stała w miejscu albo się cofała. Postanowiłam tez popracować nad Namiotem Spotkania, abySłowo Boże we mnie pracowało i ubogacało. Wczoraj szukając papierów, które potrzebowałam natknęłam się napiosenkę OŻK z 2005r. Nadzieja-Jezus, Król wiecznej chwały. Nadzieja-Zmartwychwstały wśród nas! On na nowo nas zrodził do żywej nadziei, do dziedzictwa, którym niebo jest. Nadzieja-Jezus, Słowo odwieczne. Nadzieja-żywy Chleb, święty Dar! On na nowo nas zrodził do żywej nadziei, do dziedzictwa, którym niebo jest. Zatrzymaj, zatrzymaj się. to przemijanie ma jednak sens. O jutro nie lękaj się. Bóg przecież nie zmienia się. W mrocznych zachodach dnia, spragniony prawdy, wołaj do Niego, bo temu, kto Boga ma, już nie brakuje nic. Tylko Ty, Panie masz moc wyrwać me życie z ciemności niewiary. Panie, do kogo mam pójść? Ty słowa życia masz Trzeba tylko Jezusowi zaufać w 100%! On będzie zawsze z nami, zawsze będzie czekał na nas z otwartymi ramionami. Chciałam na koniec jeszcze podzielić się moim wierszem, który napisałam na rekolekcjach.

Bóg w miłości się objawia
Trzeba tylko ją odnaleźć.
Każdy gest nawet najmniejszy
Niech będzie na Jego chwałę.
On nas tak bardzo ukochał
Że Syna Jednorodzinnego
Oddał z wielkiej miłości
Za człowieka grzesznego.
Każdy może tą miłością
Ogrzać serce swoje chłodne
Wtedy wszystko jest łatwiejsze
A serce nie będzie głodne.
Uczmy dzielić się miłością
Tą gorącą tą jedyną
Ona z Boga przecież płynie I jest tą wielką, prawdziwą.

Za ten błogosławiony czas i te treści, które pracują

Chwała Panu!
Asia Z.

 

Jak wróciłam z rekolekcji i poszłam na nabożeństwo gorzkich żali, na których ksiądz głosił kazanie o nawróceniu łotra.  Dla mnie była to kontynuacja rekolekcji, bowiem przeżyłam na nich swoje nawrócenie. Zawsze traktowałam Boga  jako Ojca karcącego i wymagającego, przy którym się jest z lęku, a nie z miłości. Wtedy w sobotę pracowało we mnie słowo Boże, miałam przełom na spotkaniu w grupach i uzmysłowiłam sobie, że nie mam już na co się gniewać na Boga, zobaczyłam w nim człowieka, który przyszedł na ziemię i umarł za mnie na krzyżu. Teraz chcę być przy nim z miłości i chcę się do niego modlić nie dlatego, że trzeba ale dlatego, że chcę. Uczę się patrzeć na Boga jako na Boga miłosiernego, kochającego i dobrego i chcę wierzyć, że kocha mnie taką jaką jestem.

Chwała Panu.
Kasia B.


Dla mnie to był święty czas przypieczętowujący to, czego już dokonał Bóg do tej pory. Porwało mnie świadectwo Alka i Moniki i poprowadziło na nowo do doświadczenia spotkania z Bogiem żywym i kochającym i naprawdę obecnym. Podprowadzili mnie do wiary i przeżycia tego, a Duch św. zrobił resztę: pozwoliłam Mu się poprowadzić na modlitwie, nie myśląc o ograniczeniach i wstydzie, tak bardzo chciałam być z Nim, z Jezusem, z Bogiem - i zaśpiewałam na cały głos pieśń dla Boga, choć inni mogli mnie usłyszeć i to był cud dla mnie, który poruszył moje serce, aż miałam ochotę śmiać się i płakać, a od dawna czułam, że zgubiłam gdzieś radość - i teraz Duch św. dał mi ją na nowo  (A powiem wam, że od dziecka cierpię z powodu tego, że nie mam słuchu muzycznego, nie umiem śpiewać - jako jedyna w klasie, przekreślona w tej dziedzinie przez rodziców, nauczycieli - a zawsze lubiłam i pragnęłam śpiewać. Jezus od czasów oazowych leczy we mnie ten kompleks, więc tym bardziej to doświadczenie dotyka moich najbardziej osobistych potrzeb i lęków, zranień i Bóg zadziwia mnie tym, że najbardziej działa tam, gdzie jestem najsłabsza).
Ich świadectwo i doświadczenie spotkania z Bogiem sprawiły, że na nowo zapragnęłam Boga, zawierzenia Mu wszystkiego, niezależnie od lęków (Na pierwszym namiocie spotkania napisałam Bogu "tak, idę" i chcę Mu to mówić stale, aby pozwolić się Mu poprowadzić, tak, jak On chce), zaufania Mu.
Zapragnęłam modlitwy (a jest to dla mnie ciągłą walką z niechęcią do poświęcania czasu na modlitwę), namiotu spotkania. I wspólnoty modlitwy, budowania jej od nowa, mimo że nie wszystko będzie mi się podobać, będzie tak, jakbym sobie wyobrażała - zapragnęłam takiej wspólnoty, o jakiej mówili Alek i Monika, nawet jeśli przed nami wiele lat pracy i modlitwy i zrodziło się we mnie pragnienie dalszego kontaktu z nimi i uczenia się od nich, starszych wiarą i doświadczeniem.

Było mi trudno, kiedy odeszliśmy ze wspólnoty, którą znam i kocham, choć nie ze wszystkim się zgadzam, ale Duch św. obiecał mi, przez różne doświadczenia, słowa i wewnętrzne przekonanie ,  że będzie nas prowadził gdziekolwiek będziemy i teraz widzę spełnienie Jego obietnicy. Że nie muszę się bać czegoś innego, nowego, byle się trzymać Boga i Jego szukać.

W ubiegły wtorek wybraliśmy się na spotkanie modlitewne w kościele A.Boboli przy szpitalu i była tam zachęta, żeby wyszli ci, którzy nie czują się przyjaciółmi Jezusa. Nie poszłam, ale odczułam wielki smutek, że wiem, że jestem Jego przyjacielem, a jednak tego nie czuję - i poszłam, choć nie wiedziałam po co. I Jezus na modlitwie pokazał mi obraz mojego dzieciństwa  i pewnego lęku przed popełnianiem błędów, bycia zawsze poprawnym, dobrym, grzecznym.......który nie wiem, skąd się bierze.  I obraz miłości Boga Ojca, który ma do mnie zaufanie i mogę popełnić błąd, okazać się zła, słaba, a on nadal będzie mnie kochał i mi ufał i nauczy mnie przyjąć konsekwencje (przed czym zawsze się bronię i usprawiedliwiam siebie). I od czasu tej modlitwy czuję głęboki wewnętrzny pokój i zaufanie do Boga i do przyjaźni z Jezusem. To jest przypieczętowanie tego, co się we mnie dokonało w Zakopanem i owoc tych rekolekcji, tego, o co się modliłam i tam się zaczęło, trwa i Jezus prowadzi to dalej.

Prosiłam Jezusa: Jezu, przyjacielu, zaopiekuj się moimi dziećmi, daj pogodę, pobłogosław betoniarkę, żeby się nie zepsuła - i ani razu się nie zawiodłam.

Bogu Ojcu, Jezusowi i Duchowi św. chwała na wieki i cześć!

Ania K.

/ powrót /